Rozprawka o jedzeniu. Część 1

Rozprawka o jedzeniu. Część 1

W czasie gdy dotarła do Polski moda na nie solenie, a solniczki przestawały być główną ozdobą restauracyjnych stolików, widziałam w pewnym barze mężczyznę, który jak tylko wszedł, było widać że jest niezdrów… 

Na  oko było widać,

że coś jest temu człowiekowi, miał czerwone białka i nadmiernie nabłyszczone oczy, wskazywało to na potężne ciśnienie, co najmniej a był to młody człowiek. Usiadł, zamówił jedzenie dla całej rodzinki i zanim zaczął jeść, to sobie posolił, solił, solił, solił i solił… widok tego był aż porażający. No i zjadł wszystko, był smutny zarówno przed jedzeniem, jak i po. Zastanawiałam się nie tyle nad ilością soli, którą sobie nasypał (była tak rekordowa że jestem w szoku do dziś), co właśnie nad tym, jak ten człowiek sobie szkodzi i tego w ogóle nie czuje.

Czasem tak jest, że jak człowiek popadnie z jakichś powodów w depresję, to wtedy nie dba o swoje zdrowie i nie obchodzi go, w jakim jest stanie. Dobrze jest w takich momentach życia, gdy obok masz kogoś, kto chce ci pomóc, a jeszcze lepiej, gdy się na tym choć trochę zna. Jest to niezwykle trudna sytuacja, a podopieczny zachowuje się tak irracjonalnie, że łatwo stracić panowanie nad sobą. Jaskrawym przykładem jest np. śmierć bliskiej osoby. Pod wpływem żałoby i związanym z tym niewyobrażalnym cierpieniem ludzie przestają jeść, tracą łaknienie, nie mówiąc o apetycie, który przestaje istnieć. Nie pobudzają swojego metabolizmu, nie “wypróżniają” się nawet kilka dni i wtedy skarżą się, że nie mają nawet czym tę konieczność rozstrzygnąć w toalecie, a jeśli już, to spotykają ich boleści.

Organizm w takich sytuacjach zatruwa się sam i powoduje rozmaite dolegliwości, pogłębiają się psychiczne cierpienia. Długo by wyliczać, robi się takie “w koło Macieju” trwające nie tygodnie, ani miesiące, ale całe lata. Świetnie, gdy przy tobie jest ktoś, kto ci pomoże, ale gdy nikogo takiego nie ma, musisz wykaraskać się z tego sam. Najlepiej zacząć od podawania ziół, które ze swojej natury uspakajają, pobudzają apetyt, regulują metabolizm, łagodzą dolegliwości psychiczne, poza tym powinieneś jeść najlepiej z kilka razy dziennie pomalutku ,małymi porcjami. Niech to będzie choćby chleb, po kilka kęsów, ale często albo najzwyklejsza kasza byle by zjeść. Są też tacy ludzie, którzy działają odwrotnie, to znaczy zajadają swoje nieszczęście nadmiernie, lub zapijają alkoholem i przy tym nic nie jedzą, albo zajadają się słodyczami, lub… nadmiernie solą. Wszystko jest możliwe i każda z tych wersji potrzebuje pomocy, bo to dodatkowe nieszczęście takie zachowania (O ziołach też będę pisać).

Nie jestem lekarzem, wybrałam te radośnie kidające ze słoika fermenty drożdżowe jako swój zawód. Wychodzę z założenia, że zawód, jaki wybrałeś, tworzy jakby twój drugi dowód osobisty, jak również kształtuje mentalność może i nawet filozofię życia.

Kiedy czytam blogi.

Na których napisy o tym, że gluten cię ukatrupi,nie tyle krzyczą, a nawet wręcz wyją do czytającego, a pisząca je panienka potem podaje przepisy na placki z kaszy gryczanej,to jestem o nią spokojna. Natomiast martwi mnie człowiek pytający o to, co jeść zmartwiony tym, że przeczytał, jak to żółtka mu serce wykończą , gluten go ukatrupi, sól mu mózg rozsadzi od ciśnienia, a potem sfrustrowany idzie do sklepu i kupuje namiętnie napój energetyczny, no bo go ożywi albo wodę z elektrolitami, bo to podobno korzystne. Wysłuchałeś nadętej reklamy, w której “celebrytka”  teatralnym głosem mówi że nie ma żadnych “E” zaraz kupujesz, bo wygodnie się to gotuje parę chwil i jest smacznie. Jesteś w błędzie.  Jeśli nie ma “E” to jeszcze nie znaczy, że w produkcie nie ma czegoś innego, co powinieneś omijać szerokim łukiem. Natomiast jest tak, że nie każde “E” to zabójca. Kiedy służy zgodnie ze swoim przeznaczeniem i pochodzi z natury, nie musi ci szkodzić. Na przykładzie karmelu E-150 (wyjaśnię też inne) pokażę, że to produkt naturalny, a też ma oznaczenie “E.” Najlepiej jest, gdy się trochę starasz czegoś nauczyć.

Tyle że od kogo?

No jest to ciężki do rozstrzygnięcia dylemat, ale tylko czasami, po prostu się staraj to często droga do powodzenia.

Jedzenie wiąże się nierozerwalnie z naszą “psyche”. Dlatego, że nasz mózg wyposażony jest w takie działania, które łączą się z faktem, że musimy jeść. Tak samo wydziela “endorfiny “-to substancja nazywana hormonem szczęścia, jak podczas trwania seksu czy innych zjawisk. Dlatego często zdarza się słyszeć  “…daj mu jeść, to nie będzie taki zły…”

Wielu z nas popada w różne nałogi. Np.takim uszczęśliwiającym napojem jest Coca -Cola, Pepsi itp. Nadużywanie jej jest nieszczęściem zdrowotnym. A spróbuj namówić, każdego, kto jej nadużywa ( jest to co najmniej 1/3 ludzkości), żeby przestał. To okropnie ciężkie zadanie, a przecież cola jest dla ludzi. Następny alkohol. Jest to niezwykła substancja (będę ją opisywała,) niestety przynosi człowiekowi tyle samo pożytku, co szkody, a pod względem spożywania zrównuje się z chlebem. Zmiana nawyków żywieniowych jest jednym z najtrudniejszych zadań do wykonania, kiedy jest to konieczne, a bywa tak najczęściej, gdy popadamy w chorobę. W sytuacji, kiedy dotyka cię ciężka choroba i mówią ci tego, nie wolno jadać, tamtego też i tego… następuje rozpacz i bezradność. Chorzy na cukrzycę w przeważającej części nie rozumieją, dlaczego nie wolno czegoś jadać, przecież nie jedzą cukru, nie słodzą nawet herbaty?

To by było na tyle, następną rozprawkę o jedzeniu napiszę później, bo teraz popłynie na moich stronach “wywiad rzeka”. Z kim? Ano z Jego Królewską Mością……… Chlebem.

Pozdrawiam
Pyskówka



Przeczytaj inne:
Mój Fun Page na Facebooku

Mój Fun Page na Facebooku

Czy za 6 złotych można zjeść smacznego burgera? Nowy Kleparz Burger

Nie pozorna budka z napisami jakby ktoś sprayem namalował nie wskazuje, że można tam zjeść coś innego niż placek z...

Zamknij